Glam Shop x Karolina Zientek Retro Paleta – Recenzja by @kulawikmagdalena

GlamBOX RETRO by Karolina Zientek

 

 

 

 

➖ RECENZJA RETRO PALETA BY KAROLINA ZIENTEK ➖

 

 

Gdy tylko zobaczyłam premierę palety Glam Shop we współpracy z Karoliną Ziętek, pomyślałam sobie, że kompozycja jest tak intrygująca, przemyślana i po prostu ładna, że aż dziw, że nigdy wcześniej nie spotkałam takiego połączenia kolorów w żadnej palecie. Długo szukałam pięknej, ciemną zieleni w palecie, która nie będzie cała w zielonej tonacji, a pozostałe kolory będą ciekawe, a jednocześnie użytkowe. I oto wpadła mi w oko paleta Retro. Mając w głowie mnóstwo pomysłów na makijaż, byłam bardzo ciekawa i przebierałam nogami (pędzlami? ;)) nie mogąc się doczekać, aż będę mogła ją przetestować.

 

Gdy dostałam tę paletę, moje pierwsze wrażenie było średnie. Cienie w pierwszym odczuciu pod palcami wydają się być bardzo suche. Mocno obawiałam się o osypywanie i owszem, pylą się dość mocno przy nabieraniu na pędzel, ale podczas nakładania na powiekę, nie osypują się wcale lub tylko odrobinę. Swatche ciemnych kolorów wyszły kiepsko, musiałam sporo dokładać, żeby wydobyć z nich pigment. Na szczęście nałożone pędzlem na oko wyglądają dużo lepiej. Cienie dobrze się rozcierają i długo utrzymują. Najdłużej miałam na sobie makijaż 13 godzin i nawet wtedy na koniec dnia wyglądał, jak tuż po jego nałożeniu. Zawsze używam bazy pod cienie, więc testując Retro również nie pominęłam tego kroku. Tyle mogę powiedzieć w ramach ogólnych spostrzeżeń odnośnie palety. Są w niej cienie lepsze i gorsze, dlatego chciałabym omówić każdy z nich z osobna.

Marilyn to bardzo jasny, matowy odcień, prawie biały, dla mnie zdecydowanie zbyt jasny, w ogóle nie używam takich kolorów.

Vivien to totalna petarda! Nigdy wcześniej nie miałam styczności z turbopigmentami i nigdy nie widziałam takiego błysku. To po prostu mieniące się na srebrno i złoto lustro i nie ma co tu więcej komentować. Na zdjęciach w palecie wygląda na mocno sfatygowany, a to dlatego, że dotarł do mnie w lekkiej rozsypce i musiałam go jakoś uklepać.

Sophia – Jasny, pastelowy, matowy róż, niestety na moim oku traci różowy pigment, wygląda bardziej brzoskwiniowo i mniej intensywnie niż na swatchu, ale i tak bardzo go lubię.

Rita to klasyczny matowy róż, który ładnie komponuje się z Gretą.

Greta – Piękne, ciemne, głębokie bordo, chyba mój ulubiony kolor. Fantastycznie wygląda rozcierany Ritą, która wydobywa z niego chłodny fiolet. Jest mocno napigmentowany, nakłada się bardzo przyjemnie, choć trochę się osypuje.

Debbie – Widząc ten kolor w palecie, można odnieść wrażenie, że nie będzie twarzowy, wręcz trochę siniakowaty. Jest to bardzo ciepły, skórzasty, średni matowy brąz. Na szczęście na powiece wygląda bardzo ładnie i nie należy się go bać. Pomieszany z Marilyn tworzy idealny bazowy cielisty cień, a solo sprawdza się dobrze w załamaniu.

Hollywood to klasyczne, żółte złoto. Bardzo ładny, mocno błyszczący i dobrze kryjący cień o cudownej, masełkowatej konsystencji. Nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba.

Audrey – Widząc ten cień na swatchach, spodziewałam się czegoś bliższego zieleni niż błękitu. Ale jest ładny, bardzo intensywny i pięknie rozciera Elizabeth.

Elizabeth – To tak naprawdę głównie dla niej bardzo chciałam przetestować tę paletę. Jest to ciemna, połyskująca zieleń, naprawdę przepięknie wygląda. Niestety z tym cieniem pracowało mi się najciężej. Trudno nabrać go na pędzel i przez to musiałam kilka razy go dokładać, żeby wydobyć z niego konkretny pigment. Ale ostateczny efekt na oku wynagradza tę pracę. 🙂

Czarne cienie bywają blade i bardziej grafitowe niż czarne, ale w przypadku Bridget mamy zdecydowanie do czynienia z porządną, intensywną czernią, a cień właściwie wcale się nie osypuje. Jestem mile zaskoczona.

Podsumowując mogę powiedzieć, że jest to dobra paleta. Cienie są w większości łatwe w obsłudze i dobrze napigmentowane. Kolorystyka to kwestia gustu i potrzeb. Dla mnie hitem w tej palecie są odcienie różu i bordo. Niektórym może brakować jasnego cielistego beżu (u mnie to podstawa każdego makijażu), ale można go stworzyć mieszając Marilyn z Debbie lub posłużyć się takim cieniem z innej palety (bo każda wielbicielka makijażu na pewno ma już taki w swoich zbiorach). Myślę, że warto ten zbiór poszerzyć o paletę Retro. 🙂

Magda

⭐️ SPRAWDŹ RÓWNIEŻ: Recenzja Retro Paleta by Delicious Beauty ⭐️